S P A W

Słownik  Pojęć  Alpinistycznych i Wspinaczkowych


Mając na celu nie tylko bawić ale i uczyć, powołuję niniejszym do życia SPAW

Specyficzna gwara wspinaczkowa jest bogata, a słowotwórcze zdolności środowiska wprost nieograniczone.

Mam nadzieję, iż SPAW pomoże wam poznać i prawidłowo stosować wiele, jakże pożytecznych zwrotów i fraz.

Dzisiaj poznamy nowe słówko:

Buldering

Buldering(ang. bouldering) Boulder to po angielsku głaz.

Ktoś, kiedyś, proponował termin głaźnictwo – no ale dajmy se spokój z takimi propozycjami.

Generalnie chodzi o to, ze wspinamy się bez użycia lin i innych form asekuracji na mniejsze i większe kamole. Bulderowcy zainteresowani są poszukiwaniem trudnych sekwencji ruchów, a czasem nawet pojedynczego ruchu.

Określenie bulder, bulderowy, na stałe weszło do języka wspinaczkowego i jest używane również w odniesieniu do dróg pokonywanych z liną. Czasem w opisie dróg pokonywanych z liną pojawia się termin „bulderowy ruch” (lub miejsce, sekwencja). Oznacza to, iż jest to bardzo trudne i wymagające miejsce na drodze. Bulderowa droga to bardzo krótka (do 10 metrów) droga pokonywana z liną – drogi takie nie cieszą się zbytnią popularnością.

Spadniecie z bulderu jest możliwe i brane przez wspinacza pod uwagę. Jeśli spadnie to ma zostać wyłapany (tzn przyspotowany) przez swoich kamratów i wylądować na materacu zwanym crashpadem.

Nota bene – buldering tym różni się od solowania, iż solista zakłada ze nie spadnie, bulderowiec zakłada ze spaść może i przed konsekwencjami upadku się stara zabezpieczyć (niektóre wysokie buldery tzw. highballe niewiele odbiegają wysokością od np. sokolikowych Sukiennic)

Podobno buldering wymyślili Francuzi. Przynajmniej oni tak twierdzą.

Kiedyś buldering był uważany za formę rozgrzewki przed właściwym wspinaniem (tzn takim z liną), obecnie jest pełnoprawną dyscypliną wspinaczkową.

Najsławniejsze rejony bulderowe to Fontainebleau (Francja), Bishop (USA), Hueco Tanks (USA), Cresciano  i Chironico (w Szwajcarii), Peak District i Llanberis Pass (UK), Zillertall (Austria) a bliżej nas to Bor i Ostas (Czechy/Polska) Kamienna Góra (Polska) Rudawy Janowickie (Polska) jak również sporo miejsc na Jurze Krakowsko -Częstochowskiej.

Jako ze buldering jest niezwykle popularną formą wspinania to rejonów przybywa bardzo szybko.


Krzon

Krzon – pochodzi od słowa krzak. „Kima w krzonie” to spanie na dziko, nielegalny kemping. „Krzonowanie” – biwakowanie, nie koniecznie w krzakach. Słowo Krzon używa się w odniesieniu do każdego rodzaju nielegalnego, bezpłatnego biwaku.

Rejon z mega krzonikiem” – rejon skalny, który oferuje świetne warunki noclegowe (najprawdopodobniej w jakiejś przytulnej jaskini, albo na polance z łatwym dostępem do wody itp)

Krzon jest ważnym elementem kultury wspinaczkowej, popularny zwłaszcza wśród młodych, niezamożnych wspinaczy.

Znane są jednak przypadki starszych wspinaczy, którzy nie wyobrażają sobie innego noclegu, jak w jakimś przytulnym krzonie. Romantyzm tej postawy wyraża się w stwierdzeniu „Hotel pięciogwiazdkowy? Nie dziękuję. Ja tu mam tysiąc gwiazd nade mną” Romantyzm romantyzmem, w zasadzie chodzi o to, ze żal im dupę ściska  żeby 10 euro za jakąś kwaterę wydać.

Na zdjęciu powyżej krzonowanie na klifach nad Triestem.

 

Forest na Lorensie foto Michał Wiśniewski

Trad

Trad – Wspinaczka na własnej asekuracji, po drogach nie posiadających stałych punktów przelotowych.

Słowo pochodzi od angielskiego trad climbing – czyli wspinaczka tradycyjna. Przeciwstawnym terminem jest sport climbing – wspinaczka sportowa – w której używa się stałych punktów asekuracyjnych, takich jak kołki rozporowe (spity) i wklejane kotwy (ringi).

W Polsce przez jakiś czas promowana była dość dziwaczna nazwa DDS (droga dla smakoszy). Termin ten wymyślili wspinacze z Krakowa, którzy na co dzień wspinają się na naszej Jurze. Jeśli spróbujecie wspinać się tam na własnej, to szybko zrozumiecie, że należy być albo entuzjastą, albo zdrowo pieprzniętym gościem.

Porządna droga tradowa nie powinna posiadać żadnych stałych punktów asekuracyjnych, jak również stanowisk zjazdowych. W praktyce rożnie to bywa, częste, szczególnie w Sokolikach, są drogi posiadające pojedyncze punkty w miejscach o słabszej asekuracji. Psuje to „powagę” drogi, za to jest nieocenioną pomocą dla początkujących wspinaczy.

Do przejścia dróg tradowych potrzebne są kości i mechaniki (tzw Friendy) oraz rozliczne pętle taśmy i sporo innego szpeja. Haków nie używamy.

TUTAJ obejrzyjcie sobie przykładową dróżkę tradową – przejście Cobra Crack.

Na zdjęciu powyżej – Marek Foryś na tradowym wyciągu „Lorenca”  na Blaitiere

hiszp-01-183
Krzon na tripie w Albaracin 🙂 

Trip 

Trip to obiekt marzeń większości wspinaczy. Wspinaczkowa pielgrzymka do miejsc świętych.

Profani mogą pomylić Tripa z wyjazdem wspinaczkowym lub wyprawą.

Sorry, ale na wyjazdy wspinaczkowe to jeżdżą ludzie z sekcji dla początkujących, a na wyprawy – jacyś himalaiści czy inni taternicy. Heloooł!!!

Trip musi być odpowiednio długi – minimum kilka tygodni, optymalnie – całe studenckie wakacje. Trip życia to roczny wyjazd w skały do Hiszpanii z dziewczyną / chłopakiem (po tripie najczęściej wracamy już oddzielnie). Nazwanie „tripem” wyjazdu na długi weekend może zdyskwalifikować nas w poważnym towarzystwie.

Na tripa należy pojechać ze stylem! Oto 10 przykazań Tripo-wspinacza:

Po pierwsze – należy jechać starym busem camperem lub ewentualnie stopem. Polecenie RyanAirem i wypożyczenie samochodu oznacza ze należymy do bananowej młodzieży lub ze zerwaliśmy się ze smyczy w korpo – tak czy siak nie czujemy klimatu tripowania.

Po drugie – dobrze zapuścić dredy, brodę, pejsy czy włosy pod pachą – cokolwiek. Ma byc widać ze jesteśmy niezależni, wyzwoleni i troszkę szaleni.

Trzecie – ważne! Należy mieć jakieś zwierzątko. Najczęściej będzie to pies, ale za papuge, szczura czy coś takiego, tez dostaniemy punkty!

Czwarte – dobrze mieć hamak i wieszać go jak tylko się zatrzymamy na postój. Nawet jeśli to tylko krótki zjazd na sikanie na autostradzie. Niech ludzie, na parkingu przy darmowych kiblach, widzą ze mają do czynienia z poważnymi wspinaczami – podróżnikami. Warto mieć tez poi, piłki do żaglowania, zośkę i inne cyrkowe gadżety!

Piąte – nie myjemy się za często. Raz na tydzień wystarczy. Spodnie łatamy duck tapem, kurtkę puchowa tez. Nosimy rozciągnięte wełniane czapki. Zęby myjemy bez płukani i tak żeby zostało troszkę pasy do zębów na brodzie – musi utrzymywać się na niej gdzieś do południa.

Szóste – nigdy nie śpimy na kempingach! Zawsze krzonujemy (patrz Krzon). Ludzie jadący na tripa na kemping, są bardziej żałośni niż weganin w McDonaldzie. Na kemping możemy zakraść się po ciemku i od tyłu, jeśli akurat wypada nasz dzień na prysznic. Za prysznic oczywiście nie płacimy! Jeśli zostaniemy złapani, to robimy smutne oczy i opowiadamy jak to strasznie nie mamy kasy. Zaoszczędzone pieniądze wydajemy na ciuchy wspinaczkowe E9 lub podobne.

Siódme – palimy tytoń w skrętach. Pijemy wino z 5 litrowych bukłaków. Zapytani o „towar” zawsze odpowiadamy tajemniczo że „ten koleś z baru w wiosce miał coś załatwić, ale chyba coś nawala”

Ósme – mamy „slacka” i  go rozpinamy. Nie musimy po nim łazić, jeśli nie potrafimy.

Dziewiąte – bardzo dobrym pomysłem jest prowadzenie bloga „z tripa” lub przynajmniej aktywne prowadzenie profilu na fejsiku czy innym instagramie. Kręcenie snapów to już mistrzostwo i +100 do lansu. Podładowanie komórki jest powodem, dla którego przesiadujemy w okolicznych barach cały dzień, kiwając się nad szklanką herbaty.

Dziesiąte – jak starczy czasu, to się warto powspinać.

3 uwagi do wpisu “S P A W

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s